Nieczystość (opowiadanie)
Wszystkie krwiaki i zadrapania pomagają mi rysować mapę wydarzeń z poprzedniej nocy. Mierzone
linijką, po kolei tworzą skalę moich przeżyć. Nie mogę sobie przypomnieć, skąd
się wzięły. Siadam na łóżku i zaczynam z nimi rozmawiać. Siniak na nadgarstku
odzywa się pierwszy:
- Nie pamiętasz?
Powstałem, kiedy o świcie poszłaś do niego do domu. Stałaś na klatce, czekając
aż otworzy ci drzwi. Nie byłaś pewna, czy nie będzie zły, że budzisz go o 5 nad
ranem…
- Tak, chyba coś
sobie przypominam… – przerywam siniakowi – Chciałam zrobić mu niespodziankę,
przyjść wcześnie rano, obudzić go i poprzytulać się w jego ogromnym łóżku. Ale
nie pamiętam, co było dalej … - mówię.
- No cóż, otworzył
ci drzwi nagi, owinięty ręcznikiem. Nie musiałaś długo czekać, bo nie spał. –
opowiada krwiak z nadgarstka.
- O tej porze
zawsze śpi. – mówię.
- Nie tym razem,
kochana. Otworzył drzwi szybko, jakby na kogoś czekał. Tobie wystarczyło jedno
spojrzenie w jego spanikowane oczy, żeby wiedzieć, co się dzieje. Bez zbędnych
pytań próbowałaś wejść do środka, właściwie to byłem zdziwiony, że tak drobna
postać może wydobyć z siebie tyle siły – mówi siniak. – Uderzałaś w niego jak w ścianę. Z rozbiegu.
- Właśnie wtedy
złapał mnie za nadgarstek, bardzo mocno, musiał mi go wykręcić, żebym przestała
krzyczeć. Mówił nieznośnie spokojnym tonem, że muszę iść do domu – wspomnienia
powoli zaczynają do mnie wracać.
Zielony siniak
mieszkający na prawym ramieniu mówi:
- Przyszła kolej na
mnie. Zostałem stworzony, kiedy wpadłaś w dziką furię. Nie wiem, jakim cudem
nie zdarłaś sobie strun głosowych. Krzyczałaś bardzo głośno.
- Chciałam wiedzieć,
kto był z nim w mieszkaniu – mówię.
- Tak, on
powiedział ci prawdę, nie skłamał. Prawda była bardziej bolesna, niż mogłaś się
spodziewać. To była zwykła dziwka, taka, którą podesłał mu taksówkarz. Nie
kobieta, którą znał, tylko dziwka, której miał zamiar zapłacić za to, co ty
dawałaś mu z miłością i to zupełnie za darmo.
Już pamiętam.
Krzyczałam głośno i długo, biłam go, uderzałam głową o ścianę, o drzwi, o jego
szerokie ramiona, robiłam sobie krzywdę, ale mnie nie wpuścił. Oszołomiona i roztrzęsiona poszłam do domu.
- Nie, nie poszłaś
do domu – odzywa się bolesne otarcie na kolanie. – Wyszłaś przed klatkę i pomimo zdenerwowania myślałaś wyjątkowo przejrzyście. Zalana łzami, ruszyłaś powolnym
krokiem w stronę ogrodzenia, a elementy układanki zaczynały składać się w logiczną całość. Przeszłaś kilka kroków, oddalając się nieznacznie od
kamienicy. Czułaś, że to nie koniec historii. Szłaś wolno, bo wiedziałaś, że on
na kogoś czekał. Inaczej nie otworzyłby tak chętnie drzwi. Udawałby, że śpi. W ciągu kilku sekund zorientowałaś się, że musisz skierować się z powrotem w stronę jego domu. Pamiętam tą chwile dokładnie, kiedy widziałaś, jak granatowa
taksówka podjeżdża pod dom, on wybiega z klatki, bojąc się, że komuś stanie się
krzywda, podbiega do samochodu, z którego wysiada kobieta, która będzie tkwiła
w twojej pamięci jako kilka kilogramów tlenionych włosów, mówi do niej parę
krótkich zdań, a ona wsiada z powrotem na przedni fotel pasażera. Zanim
zdążyłaś dobiec do taksówki, on złapał cię za rękę i próbując zatrzymać,
wywrócił na płyty chodnika. Wtedy powstałem ja – otarcie na kolanie.
- Pamiętam. Blond
włosy. Tleniona kukła. Kolejna dziwka, chciał mieć dwie. Jedna czekała w mieszkaniu, druga dopiero przyjechała. Miałam w portfelu trochę gotówki, dług,
który zamierzałam mu spłacić tego dnia. Pamiętam, że zaczęłam rzucać w niego
tymi pieniędzmi. Nie wiem, czy podniósł je, czy zostały na ulicy.
- Krzyczałaś dużo –
opowiada siniak. – Przeklinałaś, pytałaś go dlaczego, nie chciałaś odejść. Po chwilowym
zamieszaniu kolejny raz wykazałaś się jasnością umysłu. Powiedziałaś, że nie
przestaniesz, jeśli ten samochód natychmiast stamtąd nie odjedzie - krwiak
zawiesza głos, wygląda jakby próbował zebrać myśli.
- Nie wiem,
dlaczego kazał jej czekać – mówię. - W końcu podszedł do taksówki, wręczył
kobiecie kilka banknotów i odjechała. Ja uciekłam, pamiętam, że uciekłam i już
nie wróciłam.
- Uciekłaś – odzywa
się siniak na ramieniu – ale nie na długo. Po kilku godzinach, przed południem,
zadzwonił do ciebie.
- Nie, nie
zadzwonił - odpowiadam.
- Tak, zadzwonił i powiedział: przepraszam, przyjdź to porozmawiamy - A ty poszłaś. Bez zastanowienia, że to może on powinien
przyjść do ciebie. Wybaczyłaś mu już w chwili, kiedy to się stało.
Moje ciało milczy.
Nie chce już ze mną rozmawiać. Pamiętam tylko tyle, że bolało. Skalę bólu
zmierzyłam w siniakach, które nabił mi, próbując wyprowadzić mnie z klatki
schodowej, skalę gniewu w krwiakach, które zrobiłam sobie, bijąc go pięściami,
skalę desperacji w guzach na czole, które powstały od uderzania głową o ścianę.
Skalę rozpaczy zmierzyłam w krzyku, którego dźwięk nadal rozbrzmiewa w mojej
głowie, skalę upokorzenia w rulonie banknotów, które wręczył kobiecie z taksówki. Skalę samotności zmierzyłam już kilka godzin później, kochając się z nim w jego łóżku.
Zuzanna Pietruczenik