Do czego może służyć
kataklizm
Społeczeństwo w stanie szoku, który wywołało jakieś nieprzewidziane,
traumatyczne wydarzenie (powódź, pożar, huragan, atak terrorystyczny, epidemia)
jest jak dziecko, zagubione i zdezorientowane. W takich chwilach instynktownie
odwraca się w kierunku władzy, państwa, którego zadaniem jest przecież chronić,
zapewniać bezpieczeństwo, podejmować właściwe decyzje w celu ochrony swoich
obywateli. Nawet najbardziej krnąbrne i nieposłuszne dziecko zgodzi się na
wszystko, co każe rodzic, jeśli tylko będzie naprawdę przerażone. Zasadę tą
doskonale znają neoliberalni ekonomiści, dla których każdy kataklizm i klęska
stanowi doskonałą, często niepowtarzalną szansę na wprowadzenie zmian, które w normalnych warunkach spotkałyby się ze stanowczym sprzeciwem społeczeństwa.
Milton Friedman i szkoła Chicagowska
Milton Friedman (1912-2006) - ekonomista, laureat nagrody Nobla w dziedzinie
ekonomii, zwolennik gospodarki wolnorynkowej (jako środka do realizacji celu,
jakim jest wolność jednostki), prywatyzacji i ograniczenia do minimum
opiekuńczej roli państwa. Doradca Ronalda Reagana oraz Richarda Nixona,
związany z tzw. szkołą chicagowską, której przedstawiciele znaleźli się w rządzie Chile za czasów Augusto Pinocheta. Milton Friedman opowiadał się za
radykalną formą kapitalizmu, czyli w praktyce za całkowitym uwolnieniem rynku. W USA jego teorie uzyskały szerszy posłuch w latach 80-tych za rządów Margaret
Thatcher oraz Ronalda Reagana.
Po upadku komunizmu, gdy w wielu krajach nadszedł czas transformacji
ustrojowych, wiele postsocjalistycznych państw potraktowało recepty Friedmana
jako zbawienny lek na problemy gospodarcze. Rozpoczęła się wielka krucjata na
rzecz zmiany świata na lepsze, od Chile (w latach 70), poprzez Chiny i Polskę (w latach 80), Rosję i Afrykę
Południową (lata 90), aż do Izraela, Iraku, oraz Azji Południowej. Istnieją
dowody na to, że „chłopcy z Chicago” odegrali istotną rolę w pojawieniu się i utrzymywaniu reżimów w Ameryce Łacińskiej.
Idea globalnego wolnego rynku powoli stawała się rzeczywistością, co w praktyce oznaczało, że korporacje uzyskiwały nieograniczony dostęp do wielu
rynków na całym świecie. Krucjata na rzecz zdobywania kolejnych trwa do dziś,
gdyż są jeszcze państwa, niewystarczająco ”wyzwolone”, którym w różny sposób
„proponuje się” właściwe rozwiązania. Jak dane nam było zaobserwować, po 11
września działania te wprowadzane są w sposób jeszcze bardziej agresywny, za
pomocą zmasowanych militarnych ataków na kraje, które nie chcą przyjąć zasad
nowego porządku świata.
O ile idea wolnego rynku ma wiele zalet w teorii, o tyle wprowadzanie
gwałtownych reform według wizji Friedmana i szkoły chicagowskiej prowadziło w prostej linii do powstania państwa korporacyjnego. Odpowiedź na
pytanie o to, kto czerpie największe zyski w takim państwie, jest chyba
oczywista.
Państwo korporacyjne sprowadza się w dziedzinie gospodarki do trzech
podstawowych założeń: korporacje uzyskują pełną swobodę działania (są partnerami
i nie dotyczą ich żadne ograniczenia), wydatki socjalne są ograniczone do
minimum (państwo nie powinno zanadto
ingerować w funkcjonowanie społeczeństwa), sfera publiczna zostaje
zlikwidowana (sprywatyzowana, co w praktyce oznacza przejęcie publicznych
zasobów przez korporacje).
Wojny, zamachy stanu, przewroty polityczne, których dokonywano po to, aby
ustanowić rządy przyjazne korporacyjnym planom, pochłaniały zawsze setki albo
nawet tysiące ofiar, co uznawano za grzechy dyktatury i traktowano jako nieunikniony
element walki o wyzwolenie. Zdarzenia, które miały miejsce w Iraku i Afganistanie, czyli masowe rzezie i bombardowania cywilnej ludności, prowadzono
w imię walki z terroryzmem. W rzeczywistości rząd USA dokonał inwazji na Irak z zupełnie innych powodów, co otwarcie przyznał Paul A. Brinkley z Departamentu
Obrony:
W wyniku „pokojowych działań” prowadzonych w Iraku, od 2003 roku w kraju
tym zginęło około 24.000 osób.
„Jedynie kryzys – rzeczywisty lub
dostrzegany – wywołuje zmianę”
(Milton Friedman)
Operacje wojskowe mają na celu zastraszenie i wymuszenie podporządkowania w krajach, w których są dokonywane. Militarna inwazja stanowi demobilizujący i dezorientujący szok dla społeczeństwa, które się go nie spodziewa. Taka terapia
szokowa sprawdza się w praktyce doskonale, bowiem każdy kryzys może być
wykorzystany do ulepszania świata zgodnie z wizją „państwa korporacyjnego”,
którego jedynym celem jest przekazywanie majątku do góry i dopasowywanie
polityki zgodnie z interesem prywatnych firm.
Podobny do inwazji militarnych, efekt szoku, pojawia się w przypadku
nieprzewidywalnych katastrof naturalnych. Trauma społeczna i zdezorientowanie
wywołane przez kataklizm stanowić mogą doskonałą szansę i okazję do
wprowadzenia budzących społeczny sprzeciw zmian.
Nowy Orlean
W sierpniu 2005 roku huragan Karina w USA uśmiercił 1836 ofiar. Największe
zniszczenia cyklon spowodował w Nowym Orleanie, w stanie Luizjana, gdzie życie
straciło 1577 osób. Ci, którzy przeżyli pozostali bez środków do życia, w wyniku zniszczenia wałów powodziowych zalane zostało 80 % miasta. Wielka
tragedia obezwładniła setki osób, których jedynym celem stało się przetrwanie
kolejnych kilku godzin. Prezydent Bush podkreślał, że ratowanie ofiar żywiołu,
„podtrzymywanie życia” czyli niesienie pomocy ofiarom, oraz odbudowa miasta to
przyjęte przez jego rząd priorytety w odniesieniu do Nowego Orleanu.
Kilka miesięcy przed atakiem huraganu pojawił się w USA projekt
prywatyzacji szkolnictwa podstawowego. Większość mieszkańców Nowego Orleanu to
afroamerykanie. Prawdopodobnie właśnie dlatego reforma napotkała tam na
największy opór ze strony społeczeństwa. Reforma zakładała wprowadzenie systemu
szkół czarterowych, finansowanych przez państwo prywatnych instytucji. Pieniądze
przeznaczone na edukację, miały zostać przekazane rodzicom w postaci bonów,
którymi mieliby oni finansować naukę swoich dzieci. System ten budził ogromne
obawy wśród afroamerykańskich rodziców, którzy uważali, że wskutek reformy
równe standardy edukacyjne dla wszystkich, niezależnie od koloru skóry, zostaną
utracone.
Prywatyzację szkół gorąco popierał natomiast Milton Friedman, przez którego katastrofa w Nowym Orleanie określona została jako ”doskonała okazja” do wprowadzenia reformy. Okazja nie została zaprzepaszczona i w ciągu dziewiętnastu miesięcy, zanim jeszcze cześć z poszkodowanych w wyniku powodzi obywateli Nowego Orleanu powróciła do domów, reforma edukacyjna stała się faktem.
Zgodnie z planem, państwowy system edukacyjny zamieniono na sieć szkół
czarterowych (mimo wyraźnego sprzeciwu obywateli), zwolniono 4.700 nauczycieli
(część młodszych pedagogów zatrudniono w nowych szkołach za niższą pensję,
większość jednak nie znalazła już zatrudnienia). Huragan, który dla zwykłych
obywateli był mordercza katastrofą, dla ludzi władzy okazał się wspaniałą i wykorzystaną szansą.
To, co stało się w Nowym Orleanie, jest tylko jednym z licznych przykładów
tego, w jaki sposób tragiczne wydarzenie powstałe z przyczyn niezależnych może
zostać wykorzystane dla celów, które niezgodne są z interesem publicznym.
Zwolennicy kapitalizmu twierdzą, że oznacza on wolność, pokój i dobrobyt. Czujemy
się wolni, bo nie ma nad nami autorytarnej władzy, prawda jednak jest taka, że
nasza wolność istnieje tylko dopóki jest zgodna z interesem ludzi na górze świata.
Twierdzenie, że wolny rynek oznacza wolne społeczeństwo, a działalność
gospodarcza prowadzona na skalę globalną daje pokój i demokrację, jest
prawdopodobnie jednym z największych mitów naszych czasów. W praktyce państwo
korporacyjne służy interesom niewielkiej grupy osób, dla których każda
społeczna tragedia stanowi przede wszystkim szansę.
Katarzyna Lis
klis@zojcem.pl