Wytłumaczenie vs. usprawiedliwienie

 

 

Najgorsze przekleństwo, jakie można usłyszeć od Chińczyka, brzmi: "obyś żył w ciekawych czasach". Chyba na takie właśnie czasy się załapaliśmy – czasy, w których wszystko, co ma znaczenie, jest rozcieńczane, a prawda jest zakłócana szumem informacyjnym wszelkich maści – głównym problemem już nie jest to, że kłamstwo jest spotykane jest na każdym kroku, teraz kłopot sprawia fakt, iż informacji jest tak wiele, że nikt nawet nie rozpatruje ich w kontekście prawdy czy fałszu. Kolejną atrakcją wspaniałego nowego świata jest to, że pojęcie odpowiedzialności topnieje jak – nie przymierzając – lodowce w głowach ekologów. Niezwykle modne współcześnie podejście psychologiczne, NLP, mówi, że nie ma błędów, nie ma winy, są tylko doświadczenia, które człowiek zbiera. Jest to zaiste bardzo wygodne. Nic więc dziwnego, że teoria ta powoli się przyjmuje i upowszechnia na całym świecie. Sam twórca NLP Richard Bandler korzystał z tego, co głosił, pełnymi garściami – nie gardził ani kokainą, ani nadużywaniem alkoholu, a zabicie prostytutki, które mu się też zdarzyło, nie było niczym złym, tylko bardzo ciekawym doświadczeniem. Na całe szczęście jego adwokat był w pełni zaznajomiony  z neurolingwistycznymi technikami i udało mu się klienta wybronić. W końcu Bandler był pijany i pod wpływem narkotyków, a morderstwo w takim stanie to przecież nic strasznego. Tutaj dochodzimy do głównego zagadnienia, które chciałem poruszyć. Otóż, zupełnie nie wiadomo, kiedy i z jakiego powodu zatarła się różnica między znaczeniem pojęć "usprawiedliwienie" i "wytłumaczenie". Mylenie znaczeń tych dwóch słów to nie tylko zwykła głupota, ale i przyczyna relatywizowania wielu ohydnych i zbrodniczych czynów. Warto się zastanowić nad genezą takiego stanu rzeczy. Łączyłbym ją z dynamicznym rozwojem dwóch nauk – psychologii i prawa karnego – który miał miejsce w modernizmie na początku wieku XX. Wielu psychologów, w tym osławiony Freud, dociekało, skąd w ludziach takie pokłady zła i jak to możliwe, że wspaniała cywilizacja europejska może rozlać krew milionów w okopach Pierwszej Wojny Światowej. Sam Freud wyjaśnienia szukał we wrodzonym popędzie śmierci, nazwanym od imienia greckiego bóstwa Tanatos, oraz w motywach nieuświadomionych. Niestety, jeżeli źródło naszych złych czynów przypiszemy czynnikom wrodzonym lub nieświadomości, wówczas bardzo łatwo możemy wpaść w pułapkę bezpodstawnego usprawiedliwiania takich działań. Zawsze ktoś może postawić pytanie, czy możemy być odpowiedzialni za coś, co mamy od urodzenia? Czy rekin jest winny temu, że pożera coś, co kształtem przypomina fokę, a w efekcie okazało się być pechowym surferem? Przecież działa wtedy na podstawie odruchów bezwarunkowych, których zupełnie nie jest w stanie kontrolować. Niestety ten rodzaj wytłumaczenia często traktowany jest jako usprawiedliwienie dla ludzi -  "taki się urodziłem, to nie moja wina, że jestem agresywny, poza tym Tanatos nie daje mi spać i muszę coś zrobić, inaczej eksploduje, to nie moja wina, że to tak działa". Rzeczywiście cała retoryka Freuda, przy całym jego przerażeniu ogromem zniszczeń i cierpień spowodowanym przez Wielką Wojnę, sympatyzuje niejako z Id (instancją naszej osobowości odpowiedzialną za realizacje popędów), przy jednoczesnym umieszczaniu moralności w kontekście karzącego i wymagającego Superego. Mogło to  sprawić wrażenie, że zło jest poza możliwą kontrolą człowieka, co znosi także z niego odpowiedzialność. Stąd już droga bardzo krótka do zastąpienia naukowego wytłumaczenia zjawiska przemocy gotowym usprawiedliwieniem dla agresorów.

 

Do tego wszystkiego dołóżmy postmodernistyczny relatywizm i mętlik będzie kompletny. Nie dość, że tak naprawdę nie ponosimy odpowiedzialności za nasze postępowanie, to zupełnie nie da się stwierdzić, czy jest ono dobre czy złe. Jak w omówionym przypadku Bandlera – morderstwo to tylko doświadczenie, nie ma tutaj żadnej oceny moralnej. Tak naprawdę to usprawiedliwianie traci jakiś głębszy sens, skoro i tak nikt nie ponosi za nic odpowiedzialności. Przyjrzyjmy się przypadkowi niesławnego Edwarda Geina, który wychowany był w podręcznikowo wręcz patologicznej rodzinie – był znienawidzony przez matkę i ojca alkoholika, rodzice izolowali go od świata, był często bity i poniżany. To wszystko, rzecz jasna, wpłynęło na przyszłe losy młodego Eddiego, który stał się jednym z najbrutalniejszych i bezwzględnych morderców w historii świata, a jego "dokonania" stały się inspiracją do scenariuszy takich filmów, jak "Milczenie owiec" czy "Teksańska masakra piłą mechaniczną". Zwróćmy uwagę, jak często to, co jest wytłumaczeniem przyczyn dewiacji, może zostać potraktowane z automatu jako usprawiedliwienie. Oczywiście nie krytykuję psychologów (sam jestem jednym z nich) za dociekania przyczyn wielu zaburzeń, mam tylko obawę, że wraz z upływem czasu odrywane są one od kontekstu i zaczynają funkcjonować jako zgrabny argument na rzecz takich ludzi, jak Gein czy np. Charles Manson. Sprawnie pomagają w tym adwokaci, którzy z wyciągania wniosków będących usprawiedliwieniem dla swoich klientów, z często wątpliwych danych naukowych, uczynili dziedzinę sztuki. Już nawet doświadczeni psychiatrzy, z wieloletnim stażem, nie są pewni, czy tak często cytowana przez prawników pomroczność jasna, jest rzeczywiście istniejącym zaburzeniem świadomości czy tylko argumentem stworzonym przez adwokatów na potrzeby procesowe.

 

Oczywiście są także przypadki, zdecydowanie mniejszego kalibru, kiedy to wytłumaczenie w zupełności wystarcza, aby usprawiedliwić jakieś zachowanie. Ale mimo wszystko zachęcam do rozdzielenia znaczeń tych pojęć.

 

No tak, ale skoro wszyscy mamy wrodzony popęd śmierci, skoro duża część z nas wychowuje się w trudnych a czasem i patologicznych warunkach, to czemu większość, mimo wszystko, nie kończy jako seryjni mordercy? Czy właśnie ten fakt nie wskazuje wyraźnie, że w zdecydowanej większości wypadków sami jesteśmy odpowiedzialni za wybór dobrej lub złej drogi? Zwolennicy NLP powiedzieliby, że to pytanie prowadzi donikąd, bo nie ma "dobrej" lub "złej" drogi, jest tylko droga doświadczenia i uczenia się. Niech przykład samego autora tego podejścia, Richarda Bandlera, będzie tutaj wystarczającym komentarzem. Zatem reasumując, można by było wyciągnąć wniosek, że jestem za potępianiem wszystkich tych, których postępowania nie da się usprawiedliwić jakimś wytłumaczeniem. To nie tak. Pamiętajmy, że zawsze możemy wybaczyć. Wybaczenie nie potrzebuje ani usprawiedliwienia, ani wytłumaczenia, nie kieruje się prawniczymi argumentami. Wybaczanie gorąco polecam.

 

 

Daniel Krokosz

dkrokosz@zojcem.pl